
"Nie musimy grać dlatego, że nie mamy
na chleb"
rozmowa z Maćkiem "Ślimakiem" Starostą, perkusistą
Flapjacka
Potwornie zimna niedziela (-25°C) i ostatni na mini-trasie
koncert Flapjacka we Wrocławiu. Na rozmowę umówieni jesteśmy
przed występem. Apetyty są niemałe bo ubiegłoroczny wywiad
w Szczytnie nie doszedł do skutku. Już wtedy zespół zapowiadał
nową płytę, a wygłodniali fani czekają na nią od tamtej pory
jak na zbawienie. Fatum jednak wisi nad nami. Na samym wstępie
okazuje się, że po czterech wcześniejszych koncertach, wokaliście
Guzikowi wysiadł głos i siedzi w szpitalu. Koncert raczej
się odbędzie, ale rozmowa z nim, jeśli w ogóle, możliwa jest
dopiero po występie. Niestety, jak okazuje się później, tylko
Maciek "Ślimak" Starosta jest skłonny do rozmowy.
Siadamy więc z nim w najgłębszym zakątku sali, gdzie nie przeszkadza
tak bardzo pokoncertowy zgiełk, i zaczynamy od chyba najważniejszego
pytania:
Kto właściwie jest w tej chwili w zespole?
W zespole jest Olass, Maciej Jahnz, Guzik i ja. Basista jest
niestały. Raz Gienia a raz Mihau, który grał z nami na wcześniejszych
koncertach w Toruniu, Bydgoszczy i Poznaniu.
A czy możesz teraz powiedzieć kto na pewno będzie
nagrywał czwartą płytę?
Tak, to będą te osoby które wymieniłem. Oprócz basistów.
Także Lica obiecał, że będzie uczestniczył przy nagrywaniu
albumu, ale tylko przy nagrywaniu.
No właśnie. Kiedyś w wywiadzie powiedziałeś, że jest
on członkiem zespołu i chcecie koncertować z nim, nawet jeśli
miało by to być rzadko.
No ostatnio cały ten plan padł, ze względu na brak czasu.
Lica nie może się poświęcić dla Flapjacka. Ale jest brany
pod uwagę w związku z nową płytą. Przynajmniej ze trzy numery
musi zrobić.
A jak wygląda sprawa z nowym materiałem?
W tej chwili mamy demówkę pięcio-numerową, do której Guzik
tworzy wokale. Musi je nagrać bo przecież nie posiadamy teraz
żadnego kontraktu. Ten z Metal Mindem dawno się skończył i
potrzebujemy nowego materiału żeby iść do jakiejkolwiek firmy.
Nie będziemy tego rozsyłać tylko pofatygujemy się osobiście,
bo wiem jak są traktowane takie rozsyłane taśmy. Najczęściej
trafiają do kosza.
Podobno w Szczytnie ktoś już się do was zgłosił z
propozycją wydania płyty?
Ktoś tam się zgłosił, ale nic z tego nie wynikało. Wiesz,
ktoś widzi koncert, podnieci się i coś tam palnie, ale potem
brakuje konsekwekcji.
Prace nad nową płytą poruszają się mniej więcej w
jakim kierunku?
Ciężko powiedzieć, bo można zrobić muzykę "jakąśtam",
a potem to wszystko zmieniać. Na razie robimy ciężkie utwory.
Takie hardcore'owe.
Jak jedynka?
Nie, jedynka jest metalowa a my od takiego grania chcielibyśmy
odejść. Gram tak na codzień w Acidach i po co to powielać?
Flapjack za dawnych czasów powstał dlatego, że chcieliśmy
z Licą zrobić czadowe numery. To było zdaje się po wydaniu
"Vile, Vicious, Vision", która była w miarę lekka
i potrzebowaliśmy kapeli, która by była antidotum na to granie.
Potem i tak zrobiliśmy "Infernal ..." więc i tak
był czad.
Jaka muzyka ma teraz na was największy wpływ. Wcześniej
dało się wyczuć że gracie w takim nurcie a'la Machinehead,
Biohazard, a teraz?
Machinehead na pewno nie, bo nikt z nas wtedy tego nie słuchał.
Może Biohazard czy Sepultura, ale tego się nie dało uniknąć
bo nawet jak ktoś nie siedział akurat w tych klimatach, to
i tak znał te płyty. Teraz słucham na pewno czego innego niż
gram [śmiech]. Ostatnie dwie ciężki płyty jakie mi sie spodobały
to było "Toxicity" i płytka Korna, której tytułu
nie pamiętam, ale która spotkała się z dezaprobatą fanów.
Była syntetyczna i pokazywałaa jak olbrzymie możliwości ma
ich wokalista.
A co powiesz w takim razie o wokalu Guzika? Dosyć
często ma z nim problemy na koncertach.
Tak, to dlatego, że ma bardzo delikatny głos i potrzebuje
mieć własny odsłuch "douszny", bo inaczej się "zdziera".
Teraz na koncercie w Tychach, swoją drogą bardzo fajnym, w
czasie występu zepsuły się odsłuchy i dlatego tak się załatwił.
Wracając do płyty. Myśleliście już o producencie?
Tak, oczywiście. Materiał w większości wypełni Perła. Podobnie
jak na nowych Acidach. Bardzo mi się podoba jak nagrał moje
bębny i gitary. Na Flapjacku będzię niby-producentem, zrobi
wstępny mix, a defacto koniec płyty będzie należał do Adama
Toczko. Taki jest plan, a wszystko się może pozmieniać. Jak
złamię nogę to przecież nie nagramy płyty [śmiech].
A o Hrup-Lucku nie myśleliście?
Niee... wiesz bardzo bym chciał nagrywać z Jackiem, ale my
nie dogadujemy się za dobrze i to by było jak wkładanie kija
w mrowisko. Lepiej spotykać się czasem i powiedzieć sobie
"cześć, co tam słychać".
Uważasz, że jest jeszcze zapotrzebowanie na muzykę
taką jak wasza? Czas boomu przeminął, wytwórnie szukają teraz
kapel, które mogą się dobrze sprzedać.
Wydaje mi się, że zapotrzebowanie zaczyna wracać. Zespół,
który nie nagrał dobrych kilka lat żadnej płyty, przyjeżdża
i ściąga sporo ludzi. Nawet więcej niż Guess Why, który ostatnio
wydaje dosyć regularnie. Aczkolwiek wiadomo, że nie ma co
porównywać do czasów np. z "Infernal ...", wtedy
było zupełnie inaczej. Ale odbiór ludzi na całej mini-trasie
był bardzo fajny. Dla mnie to jest budujące.
Co było impulsem do reaktywacji? Nie byliście najlepiej
przygotowani, bo Guzik na przykład spiewał z kartek.
To mi się akurat podobało, było ciekawe [śmiech]. Jeśli chłopak
przez kilka lat nie wykonywał tych utworów, to musiał sobie
jakoś pomagać. A odpowiadając na pytanie. Rozmawiałem z Licą,
który namawiał mnie na jakąś kapelę. Wtedy zaproponowałem
nie zaczynać od zera, tylko ruszyć jeszcze raz z Flapjackiem,
który ma już jakąś markę i nie trzeba się było zastanawiać
czy zaskoczy czy nie. Na koncertach Acidów ludzie cały czas
o niego pytali. Lica się zgodził i pojechaliśmy na pierwszy
koncert do Lubiąża i jakoś to się teraz toczy. Flapjack naprawdę
jest traktowany jako... towarzyskie spotkanie muzyczne, tak
bym to określił. Nie musimy grać dlatego, że nie mamy na chleb,
tylko dobrze się ze sobą czujemy gdy się spotykamy.
Chyba zawsze tak było?
Taaaak, chociaż może kiedyś myśleliśmy, że każdy będzie z
tego żył, a teraz już nie ma ciśnienia.
A to podejście jak do spotkania towarzyskiego nie
utrudnia pracy nad nową płytą?
Nie utrudnia, bo presja na to, żeby zrobić nowe rzeczy jest
bardzo duża. My sami chcemy nagrać coś wreszcie, bo kto przez
tyle lat wykonuje te same utwory? Ale problem polega na tym,
że musi być Guzik przy tym wszystkim. Na tej demówce miało
się znaleźć kilka kawałków więcej, które zrobiliśmy, ale nie
zostały przez niego do końca zaakceptowane. Nie pasują mu.
My na nie poświęciliśmy trochę czasu i stwierdziliśmy że nie
będziemy tworzyć bez niego, bo to syzyfowa praca. Poczekamy.
Czym się zajmujecie oprócz muzyki?
Maciek Jahnz jest kierowcą, Guzik pracuje w sklepie. Tylko
Gienia utrzymuje się z Muzyki... jeszcze Olass, który gra
w Acidach.
Jakie są w takim razie szanse, że zbierzecie się
i nagracie materiał?
Z Olassem i Jahnzem spotykamy się często, bo mieszkamy w
tym samym mieście. Gorzej z Guzikiem. Ale trzeba to zrobić
bo już sam się wkurzam. Utwory leżą dwa miesiące i nic się
nie dzieje. Takie jest niestety życie i na siłę też nie będziemy
niczego nagrywać. Bo wtedy to już będzie "nietowarzyskie
spotkanie" - robota [śmiech].
Powiedz na koniec jak to było z próbą porwania was
przez zespół Mold w Szczytnie.
[śmiech] Nie no jaja sobie robiliśmy bo byliśmy w takim zabawowym
nastroju. Sam im wskoczyłem do samochodu i napisałem pod zdjęciem,
że mnie wciągają.
Dobrze, że nie odjechałeś. Dzięki za rozmowę.
rozmawiali: bartosz łabuda, kamil garbowicz
wywiad dla www.popupmagazine.pl
(http://www.popupmagazine.pl/no12/art06.html)