Przesłuchanie: Maciej "Ślimak" Starosta (Acid Drinkers)


ŚMIEM WĄTPIĆ

W domu raczej nie słucham muzyki. Przeważnie słucham w samochodzie, gdy jedziemy gdzieś z zespołem. I do samochodu przegrywam sobie muzykę moich z moich płyt, bo oryginały za szybko mi się niszczyły. Koledzy nie wkładają płyt do pudełek i potrafią przejechać pół Polski z leżącą gdzieś luzem płytą... Ze mną jest tak: jeśli spodoba mi się muzyka jakiegoś zespołu, to zaczynam zbierać jego płyty . zbieram aż do momentu, gdy trafię na słabą...

1) Dynamite, SCORPIONS (z płyty Blackout)
Blackout to pierwsza płyta, jaką sobie nagrałem. Potem nawet kupiłem ten longplay na giełdzie płytowej... Pamiętam, W tytułowym utworze zafascynowało mnie brzmienie gitar, z przesterami. A When The Smoke Is Going Down mógłbym wybrać z powodów sentymentalnych, kojarzy mi się z pierwszymi prywatkami... Ale wybieram numer, który otwiera Blackout: Dynamite, bo chyba ma najwięcej czadu, jest najszybszy. . . W porównaniu z Marillion, którego słuchałem wcześniej, była to duża różnica. A gdy teraz słucham tej płyty Scorpionsów, stwierdzam, że muzycznie jest super, ale Klaus Meine nie do końca pasuje mi wokalnie. Jestem już jednak trochę spaczony zawodem, który wykonuję (śmiech).

2) Battery, METALLICA (Master of Puppets)
Słuchając Trójki, w czasie jakiegoś "wieczoru płytowego", poznałem Master Of Puppets. Do tej pory mam ciarki, gdy leci ten album Metalliki. Battery, jak i tytułowy numer
? to dla mnie takie sztandarowe ich rzeczy. Już chyba nigdy nie będzie lepszych. Na tej płycie mieli już i styl, i klimat. To nie był jakiś "klepacki" thrash. A w tamtych czasach rzadko który zespół metalowy miał swój klimat. Ale później Metallica, niestety, to zatraciła, chociaż jeszcze "czarny album" jest dobrą płytą... To była kiedyś taka kapela, że po jej wysłuchaniu chciało się chwycić za gitarę i robić numery... Wszystko tu było na swoim miejscu, bębny grały z gitarami, to była naprawdę całość. I dźwięki były takie, jakich oczekiwałem w danym momencie... Szkoda też, że Lars Ulrich zatrzymał się w rozwoju jakiś czas temu. Nie jest już kreatywny. Gdy widzę, jak teraz gra na koncertach, to śmiem wątpić, że to on grał na ostatnich płytach Metalliki (śmiech).

3) Angel Of Death, SLAYER (Reign In Blood)
Ten utwór to taki strzał. Szybko i do przodu... Cała płyta Reign In Blood znakomicie broni się po latach. Często ją sobie z Popcornem i Olem (na wszelki wypadek: Aleksander "Olass" Mendyk, nowy gitarzysta Acid Drinkers - przyp. wk) puszczamy. Bębny w Slayerze są niesamowite. Teraz Ulrich już jakby dla mnie nie istnieje, a dla Dave'a Lombardo nadal mam wielki szacunek.

4) Among The Living, ANTHRAX (Among The Living)
Tak naprawdę nie jestem zdecydowany co wybrać - więc wybieram numer tytułowy. To była jedna z pierwszych płyt, których zacząłem słuchać już pod kątem grania. I bębniarz, i gitarzyści grają tu perfekcyjnie. I nigdy nie przeszkadzał mi wokal Joeya Belladonny, te jego pocieszne linie melodyczne. Zresztą mieli taki image - trochę jajcarski. Może nawet była u nich atmosfera zbliżona do tej jaka na początku panowała w Acid Drinkers.

5) Mouth For War, PANTERA (Vulgar Display Of Power)
Zwróciłem na nich uwagę oglądając program Headbangers Ball na MTV. Spodobało mi się, jak grali i jak śpiewał Phil Anselmo... To chyba był jakiś utwór Z Cowboys From Hell. Natomiast Vulgar Display Of Power poznałem, gdy Litza przyniósł tę płytę do samochodu. No i zwariowałem na jej punkcie. Zresztą wszyscy zwariowaliśmy, z wyjątkiem Titusa - który zawsze był dość powściągliwy, jeśli chodzi o nowości... Mouth For War to numer bardzo charakterystyczny dla Pantery: mocny, fajnie wyprodukowany. Gdyby Metallica dalej szła tripem Master Of Puppefs - ?czarny album? powinien być taki jak Vulgar Display Of Power, z którego pochodzi Mouth For War... To było dokładnie to, czego oczekiwałem od muzyki w początku lat dziewięćdziesiątych. Vincent Paul Abbot miał wtedy podobne myślenie do Larsa Ulricha z Master Of Puppets ? bębny podkreślały riffy gitarowe, ale zdecydowanie był lepszy technicznie.

6) Roots Bloody Roots, SEPULTURA (Roots)
Nie uległem modzie na Sepulturę, nawet byłem nastawiony trochę ?anty?... Ale potem odkryłem ją dla siebie, doceniłem ten zespół muzycznie. Najpierw Sepultura to była taka ?brazylijska Slayerometallica?, a od płyty Chaos A.D. zaczęli robić już robić coś totalnie swojego. I to okazało się naprawdę dobre, chociaż z Chaos A.D. próbę czasu wytrzyrnały tylko niektóre utwory. Jednak już Roots dobrze broni się w całości. Roots Bloody Roots to świetna wizytówka utworu.

7) Blood Sugar Sex Magik, RED HOT CHILI PEPPERS (Blood Sugar Sex Magik)
O tej płycie powiedział mi poprzedni perkusista Acid Drinkers, Ślepy (Maciej Głuchowski, obecnie w Armii - przyp. wk). I w czasie którejś trasy wrzuciłem sobie Blood Sugar Sex Magik na słuchawki i... słuchałem aż do momentu, gdy dojechaliśmy na koncert. Dla mnie - po Metallice, Slayerze, Anthraxie - to było coś odświeżającego, wszedłem w to jak w masło, chociaż wcześniej jakoś nie mogłem funku słuchać... Przyznam się, że rytm z utworu Blood Sugar Sex Magik wykorzystałem w Pizza Driver. Sposobu gry Chada Smitha nie dałbym rady naśladować (śmiech). Jeśli chodzi o ?time?, puls - jest on dla mnie numerem jeden. Już jego proste granie jest dla mnie rajcujące.

8) Let Me Drown, SOUNDGARDEN (Superunknown)
Let Me Drown wybieram ze względu na specyficzne brzmienie gitar i bębnów... Wyraźnie w tym numerze słychać, że Soundgarden okazał się czymś w rodzaju nowoczesnego Led Zeppelin... Bardzo podoba mi się też inny numer z Superunknown: Spoonman, który również ma fajny rytm. Z kapel z Seattle właśnie Soundgarden polubiłem najbardziej.

9) Twist, KORN (Life Is Peachy)
Druga płyta Korna, Life Is Peachy, jest dla mnie kwintesencją stylu tej grupy. Jest też bardzo zwariowana i najbardziej psychodeliczna z ich albumów. Numer Twist ma w sobie te wszystkie najbardziej kornowe elementy, w tym - niesamowity wokal Jonathana Davisa. I ma świetny refren - Korn to dla mnie mistrzowie refrenów. Ten zespół to jakby połączenie Primusa z Sepulturą, takie miałem wrażenie słuchając trzech pierwszych płyt (śmiech).

10) Needles, SYSTEM OF A DOWN (Toxicity)
Wyczułem w tej grupie iskrę jak z Acid Drinkers z pierwszych lat (śmiech). A ogólnie: łączą stare metalowe granie z nowoczesnym i jeszcze dodają coś etnicznego. Toxicity to płyta świetnie zrobiona, świetnie brzmiąca. Szkoda, że nie przekłada się to na koncerty - na estradzie gitarzysta i basista dają ciała, strasznie tracą na żywo... Toxicity łykam w całości, trudno mi coś wybrać. Niech już będzie Needles.

11) Forty Six & 2, TOOL (Aenima)
W tym zespole jest bardzo dobry bębniarz, grający w sposób bardzo muzyczny ? o ile tak można powiedzieć... Duże znaczenie ma klimat, który potrafią wytworzyć. Wokalista Maynard James Keenan jest fenomenalny. Co prawda nie podoba mi się, o czym śpiewa... ale mi to nie przeszkadza, słucham go po prostu jako wspaniałego instrumentu.

12) Barrel Of A Gun, DEPECHE MODE (Ultra)
Gdy byłem małolatem, słuchałem Depeche Mode w innym, wcześniejszym wcieleniu - takim trochę industrialnym... A potem dźwięki robiły się coraz bardziej rockowe niepokojące. Płyta, z której wybrałem utwór, Ultra, jest podsumowaniem tego wszystkiego (a Barrel Of A Gun to jeden z jej mocniejszych punktów). Jest najbardziej rockową płytą Depeche Mode. Ostatni ich album, Exciter, też jest OK. Poza tym byłem na ich koncercie uważam, że niejeden metalowy zespół mógłby się od nich uczyć.

notował: WIESŁAW KRÓLIKOWSKI

Teracz Rock, kwiecień 2005

:Perkusiści na Festiwalu Union of Rock w Węgorzewie- Top Drummer 10/11 2006

:Stage Diver

:PopUp Magazine

:Zapytaj Ślimaka /odpowiedzi/

:Co sądzisz o System Of A Down 'Teraz Rock' 12.2005

:Przesłuchanie 'Teraz Rock' 03.2005

:Metal Hammer 12.1998

:Wywiad by Przemek Lucyan

:Wywiad by Grzecho

:Zbiór wypowiedzi w
wywiadach i na chatach

:Hardzone.pl 11.2004

:O płytach Acid Drinkers

:Ślimak o....

:...o Ślimaku

:Czy jesteś przesądny?

www.slimak.art.pl by